Skąd 76-ty kilometr hektometryczny na linii, która ma ich tylko 32?
04.04.2025 r.

Linia Kolejowa 291 (dawniej 202 i 275), oficjalnie została oddana do użytku w 1878 roku, ale najbardziej znana jest z tego, że 36 lat później została zelektryfikowana stając się pierwszą tego typu linią na Dolnym Śląsku. Z założenia miała być linią obwodową dla istniejącej już linii 274 z celem odciążenia ruchu pasażerskiego i tym samym ominięcia Śródmieścia Wałbrzycha, które już wtedy było mocno eksploatowane ruchem tranzytowym na potrzeby przemysłu, głównie ciężkich składów węgla.

Ale to nie będzie kolejna historia LK291 - dla lepszego poglądu napiszę tylko, że początkowa część linii (oprócz dwu kilometrowego odcinka Wałbrzych Szczawienko - "PEC") od dawna nie istnieje i ostatecznie została zlikwidowana w 1996 r. Jest tak do kilometra 17,433 i dopiero od tego miejsca w którym LK291 przecina się ponownie z LK274, została zmodernizowana i udostępniona do ruchu. Mamy więc kilkunasto-kilometrowy odcinek, którym w miarę swobodnie możemy sobie przejść w poszukiwaniu resztek kolejowej infrastruktury i dzisiaj uczynimy to obierając za początek 76-ty kilometr znajdujący się w pobliżu szybu Tytus, który po IIWŚ pełnił funkcję szybu pomocniczego kopalni Thorez.
-- Kliknięcie na każdym zdjęciu powoduje jego powiększenie --



Ale właśnie. 76-ty kilometr? Całość linii do granicy z Czechami to 32,56 kilometra, skąd więc 76?


Wygląda na to, że budujący linię przyjmowali kolejną wartość nie od kilometra 0,000 - tylko jako ciągłość stacji Wałbrzych Szczawienko, będącej częścią LK274 i równocześnie pierwszą stacją na LK291. Dopiero po wojnie (zgodnie z polską zasadą), wprowadzono oznaczenie od zera, lecz nie wszędzie wymieniano słupki hektometryczne, jedynie zamalowując stare oznaczenia na nowe. Ponieważ oryginalne mają numeryczne żłobienia, ich zamalowywanie nie wyglądało najlepiej, a że po latach farba zeszła z "polskich" oznaczeń niewiele już widać.

Jeszcze tylko ważny fakt historyczny dotyczący elektryfikacji. Ta niestety zakończyła swój żywot najszybciej, bo w 1945 roku. Zostało po niej jednak sporo śladów, więc w końcu wyruszmy na ich poszukiwanie.

Tuż za 76-tym kilometrem znajdujemy pierwsze fundamenty po słupach trakcyjnych, a jako dodatek rozciąga się stąd sympatyczny widok na ulicę Daszyńskiego.


Idąc w górę linii zaledwie 100-150 metrów dalej, napotykamy pierwszy obiekt inżynieryjny jakim jest tunel pod nasypem po którym biegnie linia.


Z tego miejsca również rozpościera się miły widok z Dzielnicą Biały Kamień na pierwszym planie.


Opuszczamy wiadukt i po chwili znajdujemy się w jednym z kilku sztucznych wąwozów, wydrążonych na potrzeby linii. Wygląda to pięknie i nawet dzisiaj robi spore wrażenie swoim rozmachem.


W wąwozie natknąłem się na tajemnicze kamienie w jednej ze skalnych wnęk, ale daty na nich wyryte do niczego mi nie pasują. (jeśli ktoś wie - piszcie na intraf@wp.pl)


Swoją drogą, niesamowicie byłoby cofnąć się w czasie i móc oglądać to wszystko w czasach największej świetności linii.


Po przejściu kilkuset merów, wychodzimy z wąwozu na bardziej otwarty teren, a pod nogami możemy zobaczyć kilka podkładów kolejowych. Nie obyło się oczywiście bez cennego znaleziska, hehe.


Od tego miejsca trasa przez około 400 metrów prowadzi otwartym terenem, a oprócz poszukiwań dawnej infrastruktury, możemy napawać się pięknym widokiem na Góry Wałbrzyskie, zwłaszcza na górujący w tym miejscu Chełmiec (851).


Przejrzystość powietrza nie była dzisiaj za dobra, więc zobaczcie jak było tu w lecie 2020 roku.


Na całej tej prostej w kierunku kolejnego wąwozu co 100 metrów znajdują się jedynie pozostałości po słupach trakcyjnych.


Dopiero na skraju lasu znajdujemy kolejny słupek hektometryczny. Przeszliśmy równe 2 km. Tutaj dokładnie widać nowe oznaczenia i w jaki sposób były one nakładane. Siedemdziesiąty ósmy kilometr po staremu i dwunasty z kawałkiem po nowemu.


Dalej droga prowadzi leśnym traktem pomiędzy skałami...


... by doprowadzić nas do słupka 78,500


Kolejne 700 metrów przynosi kolejne ciekawostki.
Zacznijmy od dużej szczeliny skalnej oraz tajemniczych ław betonowych po drugiej stronie skał.


O ile betonowe ławy miały za zadanie zabezpieczenie skarpy przed osuwaniem to same szczeliny są już efektem działania człowieka. Wtajemniczeni wiedzą, że działały tu kiedyś biedaszyby i owe szczeliny to efekt tej działalności.

Idąc dalej mijamy kolejne słupki, ale jeden jest szczególnie ciekawy. Okazuje się, że oprócz zamalowywania farbą starych oznaczeń robiono jeszcze inny zabieg. Otóż wykopywano słupek i wkopywano go ponownie tylko, że odwrotnie. Wyżłobienia chowały się pod ziemią (jak widać nie w całości), a dzięki temu uzyskiwano gładką powierzchnię - łatwiejszą do pokrycia dla nowych oznaczeń. Rozumiem, że po wojnie nie było pewnie pieniędzy, więc zamalowywanie miało może jakiś sens, ale niszczenie i odwracanie słupków nie było już zbyt mądre.


Tutaj jeszcze jeden przykład.


W tym miejscu należałoby wrzucić to niezbyt udane zdjęcie Chełmca (851). W aparacie wydawało mi się OK, ale widać ostrość nie ustawiła się tam gdzie miała. Zadanie znalezienia wzbijającego się do lotu olbrzymiego ptaszyska zostawię tylko dla najbardziej spostrzegawczych.


No i nareszcie dochodzimy do kolejnego ciekawego obiektu inżynieryjnego, czyli kolejnego mini wiaduktu. Leży dokładnie na kilometrze 79,200 o czym świadczą leżące słupki hektometryczne.


Ale najciekawszą rzeczą w tym miejscu jest skrzynka z tajemniczą literką T. Jeśli chcecie wiedzieć do czego służyła i w dodatku, że jej oznaczenie (T) wcale nie jest takie oczywiste - polecam link do strony Pana Tomasza Jurka, który wszystko Wam wytłumaczy. Dla ciekawych --> https://www.ridiger.pl/skrzynki


Tak prezentuje się wszystko z dołu w 2025 roku


A tak wyglądało w 2020 (w sumie to tak samo :)


Wycieczka zmierza pomału ku końcowi, a idąc dalej w górę linii tuż za wiaduktem napotykamy na kaskadowy przepust wodny i dalej skręcamy w długą prostą, która zarazem będzie najbardziej wymagającym odcinkiem. Wąwóz, błoto, woda i w oddali kolejny obiekt inżynieryjny - tym razem nad linią.


Stalkerowy klimat z blisko stupięćdziesięcioletnim mostem, ale na nim jest coś co moim zdaniem jest najciekawszą znalezioną dzisiaj pamiątką po elektryfikacji linii z 1914 roku. Wspornik do podwieszenia przewodu trakcyjnego. Jak on się tu uchował ponad 100 lat?


Tutaj kończę dzisiejszą przygodę z LK291. Przeszliśmy 4km z kawałkiem, choć nieczynna linia ciągnie sie jeszcze wiele kilometrów. Gdzieś niedawno czytałem, że w niedalekiej przyszłości teren ten ma być zrewitalizowany z opcją powstania ścieżki rowerowej. Prawdopodobnie zniknie wtedy wiele elementów infrastruktury typu słupki hektometryczne, ale zostaną tunele, mosty i piękne wąwozy. Może czas najwyższy, żeby coś tu zrobić - bo teren po tym kilkunastokilometrowym odcinku nieczynnej linii - jest wyjątkowo piękny.

powrót do strony głównej